| Plener 'Magiczne, jesienne Bieszczady' |
| Wpisany przez Paweł Brzozowski piątek, 20 listopada 2009 22:59 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Autorka: Mauko (uczestniczka warsztatów). Uczestnicy warsztatów
Część pierwsza - Zagroda Magija Po bardzo sprytnej mejlowej akcji okazuje się, że zebrała się całkiem silna kobieca grupa z Warszawy, w związku z tym umawiamy sie na wspólną podróż. Wyruszamy w niedzielę skoro świt, czyli o 8:00 rano... Po kilkugodzinnej podróży dojeżdżamy do Sanoka. Jako, że jesteśmy już prawie na miejscu, a do umówionej godziny spotkania mamy jeszcze sporo czasu, pozwalamy sobie na odrobinę luksusu i wybieramy się na spacer po sanockim rynku. Głód już zaczyna nam doskwierać, więc decydujemy się na pierwszą degustację podkarpackich specjałów. Na pierwszy ruszt idzie zupa na "Ł" czyli łewesz... po prostu zupa ziemniaczana, która ze względu na trudną nazwę do końca wyjazdu pozostanie już zupą na "Ł" :-) Następnie na stół wjeżdżają warenyki, czyli pierogi na bazie mąki gryczanej z... kaszą gryczaną, mięsem i kapustą. Aranka wybiera hreczanyki czyli mielone z kaszą gryczaną - wygląda na to, że na Podkarpaciu jedzą dużo kaszy gryczanej - coż... przyjdzie przywyknąć :-) Po obiedzie i krótkim spacerze wyruszamy w dalszą drogę - już tylko 25 kilometrów dzieli nas od miejsca przeznaczenia. Wkrótce potem docieramy do Orelca, malowniczej miejscowości in da middle of nowhere, gdzie bez trudu znajdujemy Zagrodę MAGIJA. Jest pieUknie! Rozlokowujemy się na salonach i pomału zapoznajemy się z resztą całkiem zacnej ekipy. Okazuje się, że fotowarsztaty ściągnęły do Orelca uczestników w każdym wieku i ze wszystkich stron Polski! Po wybornej kolacji udajemy się do piwniczki z winem open 24h - stamtąd zabieramy to, co jest najlepszego i idziemy do klimatycznej stodoły - tam Janusz de Gospodarz opowiada nam historię Zagrody; o tym, jak przenosili chaty i stodołę z innych części Bieszczad, o tym, jak powstawało to magiczne miejsce. Winko i Palinka sprzyjają integracji... Nocujemy w bardzo klimatycznych, wypasionych starych chatach. W mojej, mniejszej, jest na dole "lounge room", który potem staje się "chilly roomem" i miejscem spotkań towarzyskich. fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część druga - Jezioro Solińskie Och, jak tu się cudownie śpi... to powietrze, rewelacja. Budzę się jeszcze przed budzikiem (w Warszawie takie anomalie nie zdarzają się zbyt często - zawsze mam wtedy wrażenie, że coś ze mną nie halo), slońce świeci, jest jak w bajce. Po śniadaniu zabieramy aparaty - w końcu fotowarsztaty zobowiązują, trzeba będzie zacząć foty śmigać - i jedziemy nad Solinę. Pakujemy się na statek i słuchamy opowieści o Bieszczadach, o bieszczadzkich Zakapiorach - Krzysztofie Brosie i Julianie spod Dębu, czyli Królu Włóczęgów, obczajamy wypasioną "rezydencję" perkusisty Dżemu. Widoki przeboskie, niesamowite kolory, odbicia w wodzie... cud, miód i orzeszki. Po południu wizytujemy zaporę na Solinie. W środku nie można robić fotek! Dlaczego?? Nawet Pan Ochroniarz tego nie wie, łączy się z nami w bólu. Kolejnym punktem programu są tutejsze "Krupówki", góralskie ciapy są w modzie - czy ktoś się skusi? Cykamy kilka fotek na deptaku o zachodzie słońca. Widoki zachwycają... aż tu nagle z zadumy wytrąca mnie dosyć trudne pytanie, które pada tuż obok mnie. - "A Ty ciagle robisz foty na auto?!" - pyta Radek, z dezaprobatą w głosie, a zawstydzona Gosia przestawia na manual... Hmmm, to samo pytanie mogło przecież zostać skierowane do mnie, więc robi mi się głupio - czas poważnie podejść do tematu i zacząć sie orientować w tym, co to przesłona, ogniskowa, czas naświetlania... skończyły się żarty i fotki robione różowym aparatem... Wracamy do Orelca i po kolacji... "daaaaaaawaj do stodoły!!!!!!!!!!" na pierwszy oficjalny wykład o fotografii. W stodole zimno jak w psiarni, na dodatek ciemno. Towarzystwo zmęczone świeżym powietrzem, więc nawet najciekawszy wykład o 21:00 robi się trudny do przejscia... Mimo, iż Paweł dwoi sie i troi, żeby przekazać nam swoją wiedzę fotograficzną, prawie usypiam - i to na stojąco - przy rozżarzonym piecu chlebowym :-) a potem to juz tylko siusiu, paciorek i spać :-) fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część trzecia - Wschód słońca Dzień rozpoczynamy w środku nocy. Już o 5:15 w świetle latarkowych jupiterów Paweł zarządza wymarsz z Zagrody. Cel: wschód słońca... Nie było łatwo dotrzeć na miejsce, z ktorego będziemy obbserwować ten cud. Po drodze wpadamy parę razy w poślizg, taranujemy płot z drutu kolczastego, a jakże! Prawdziwe good times!!! Niestety mgła troszkę pokrzyżowała nam plany, więc fotki dość nieostre, ale za to jakie klimatyczne... Zimno, mokro (kalosze rulez), a widoki mało zjawiskowe... w sumie ten wschód słońca jest trochę przereklamowany... ale i tak warto było wstać po 4h snu... (Od organizatorów: mgła jest super, byle nie w nadmiarze. A jak pogoda nie zawiedzie, z wyjścia na wschód słońca można mieć np. takie zdjęcia :-)) fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
Część czwarta - Wokół Orelca Po powrocie ze wschodu słońca i po śniadaniu spacer po Orelcu i okolicach... przez łąki, przez pola pędzi fasola. Robimy zdjęcia koni w ruchu w stadninie i jemy ciacho w kawiarence św. Franciszka, oglądamy piękne miniaturki cerkwi i to wszystko w Caritasie... Po południu docieramy nad wodospad. Niagara to to nie jest, ale miejsce i tak bardzo urokliwe. Po powrocie jak zwykle czeka na nas wyborna kolacja, a po kolacji... tak, tak - znowu do stodoły - ale tym razem czeka nas bardzo interesujący i pełen pasji wykład z historykiem sztuki - Bogdanem, o architekturze cerkiewnej. W tzw. międzyczasie koledzy wybrali się do sklepo-baru i zaopatrzyli nasz chilly room we wszystkie niezbędne produkty. Integracji ciąg dalszy... fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część piąta - Szlakiem cerkwi Robimy tour po cerkwiach. oglądamy sześć, każda w innym stylu. Fotografowanie architektury i wnętrz okazuje się znacznie trudniejsze niż mi się do tej pory wydawało, a efekty mojej pracy w ogóle mnie nie satysfakcjonują... jeszcze dużo nauki przede mną... fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część szósta - Szybowisko Po południu czeka na nas niespodzianka - Janusz zarządza wyjazd na szybowisko. Niektórzy uczestnicy decydują się polatać szybowcem Bocianem, inni małym samolotem, czyli taką "latającą trumną". Ja wybieram Bociana - choć nie bez obaw, czy aby na pewno to dobry pomysł - w końcu co ptak, to ptak - latać potrafi. Jestem już ostatnią pasażerką, więc pilot zadbał o dodatkowe atrakcje... łolelele... Wieczorem, w stodole, ciąg dalszy fotograficznych dywagacji. fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część siódma - Połoniny Nie wiem, jak tego dokonaliśmy, ale udało nam się wstać po jakichś 3h snu. Wyruszamy na Tarnicę, czyli najwyższy szczyt w Bieszczadach. Podobno w 1965 roku za najwyższy uznawany był Halicz... powiedział nam o tym Bronek - jeden z uczestników wyjazdu, który pamięta tamte czasy. Jedziemy do Wołosatego, by stamtąd wyruszyć przez połoniny na szczyt. Radzio zostaje Cerberem Ogona Wycieczki. W rezultacie Gosia, Tomek, Radzio i ja zostajemy okrzyknięci Maruderami - docieramy na szczyt jakieś 30 minut po reszcie ekipy... ale przecież my się delektujemy, podziwiamy widoki, robimy fotki... W końcu jesteśmy na WAKACJACH. W programie wycieczki był też i "relaks", który do tej pory nie był nam dany... Od śmiechu (a może od żurawinówki??) zaczynają boleć nas brzuchy i tym bardziej nie mamy siły iść szybciej :-) fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część ósma - Zdzisław Pękalski Pod wieczór, wracając juz do Orelca z wycieczki "połoninnej", wybieramy się na wizytę do innego, nie wspomnianego wcześniej bieszczadzkiego Zakapiora - Zdzicha Pękalskiego. Artysta pełną gębą!!! Artysta malarz, poeta, rzeźbiarz w jednym! Po dosyć interesującym doznaniu duchowym wracamy do Orelca na przyrodniczy wykład o Bieszczadach. Chyba i tym razem zasypiam, bynajmniej nie z nudy. fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część dziewiąta - Wycieczka przyrodnicza Dzień zapowiada się relaksująco, ale jak się okaże później to tylko pozory... Wybieramy się na spacer krajoznawczy. Pogoda piękna, więc to sama przyjemność. Spotykamy bociana (nie szybowiec), biedak spóźnił się na samolot do Afryki. Okazuje się być profesjonalnym modelem - pozwala nam obfotografować się z każdej strony. Jak zwykle marudzimy, ale dzięki temu spotyka nas coś niesamowitego. Zauważamy uroczą chatkę na wiejskiej drodze. Wyciągamy nasze "lufy" i zaczynamy strzelać foty, bo landszaft to boski jest - maki na tle domku wyglądają jak tatuaże. Nagle z domku wychodzi Dziadek, a ja znając polską mentalność jestem przekonana, że zaraz zacznie krzyczeć i zabroni fotki robić. A tymczasem Dziadek krzyczy "Młodzi, chodźcie na jabłka!!" Dostajemy pełny plecak jabłek (będą pyszne z ogniska), a Babcia od tego Dziadka wychodzi na ganek i macha do nas! Oczywiście na miejsce zbiórki docieramy spóźnieni, więc ekipa na nas już czeka, wzywa nas z daleka... fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część dziesiąta - Ginące zawody Wracamy do Zagrody. W stodole czekają nas kolejne atrakcje - pokaz garncarstwa, robienia koralikowej biżuterii, bibułkarstwa i wspólne pieczenie rogalików. Gorące rogaliki prosto z pieca (a babcia mówiła, że bedą brzuchy boleć) - pycha! fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część jedenasta - Klasztor w Zagórzu Jemy późny obiad, po nim krótki czas relaksu i jedziemy do Zagórza, fotografować zachód słońca z ruin klasztoru. I znowu jest pieUknie! Wieczorem, przy ognisku pieczemy kiełbaski, kaszankę i zdobyczne jabłka. Janusz zaczyna grać i śpiewać... Bosko! W końcu jest zawodowcem - uczy muzyki w lokalnych szkołach i gra w zespole muzycznym - Tołhaje. Towarzystwo zaczyna się wykruszać, zostają już tylko marudersi oraz przyjęci w poczet marudersów - Bronek et consortes. Zabawa trwa do białego rana. fot. Radek Jędrzejewski
fot. Agata
fot. Paweł Brzozowski
Część dwunasta - Skansen w Sanoku (dzień wolny) Dzień zaczyna się zdecydowanie za wcześnie - Janusz zagląda do naszej chaty... uśmiecha się tylko i zaprasza na śniadanie... To pierwszy (i ostatni) dzień tego turnusu, na który został zaplanowany tak długo oczekiwany przez nas wszystkich relaks. Po śniadaniu i długiej debacie pt. "co zrobić z tak pieUknie rozpoczętym dniem", decydujemy się na wycieczkę do skansenu w Sanoku. Arancza i Agata zostają wybrane przez aklamację na kierowniczki i zawożą nas na miejsce. Każdy bierze flaszkę wody w dłoń, a Chłopaki na dzien dobry piją po piwku... Po bardzo wyczerpującym spacerze, kilku głupawkach, setkach zdjęć zrobionych w seriach, i jakichś 4 (out of 100) obejrzanych chatach okazuje się, że jesteśmy już bardzo zmęczeni i głodni. Więc wracamy. Po południu trenujemy jeszcze robienie portretów... Wszyscy robią fotki, ja pozuję (to raj dla fotografów), a... mam szansę otrzymać całkiem zacny ich zestaw (i to dla mnie raj)... Potem już tylko zajęcia z obróbki fotek, wymiana zdjęć no i farewell my friends... fot. Radek Jędrzejewski
fot. Paweł BrzozowskiOd autora: korzystając z planowego wolnego popołudnia, wybrałem się w poszukiwaniu plenerów, do kamieniołomu na Kozińcu (z przejazdem na rowerze do Myczkowców i okolic). Efekty na zdjęciach i panoramach poniżej - wielce prawdopodobne, że Koziniec będzie punktem programu na kolejnych fotowarsztatach :-)
Panorama KoziniecPanorama Myczkowce |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Poprawiony: piątek, 07 maja 2010 18:53 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Napisz, w każdej sprawie dotyczącej fotografii (i nie tylko) na adres:
info@fotowarsztaty.com lub Skorzystaj z formularza.